Veronica Mars: The Thousand-Dollar Tan Line
/// polskie tłumaczenie ///


czwartek, 8 września 2016

Rozdział trzydziesty pierwszy



         Weronika spędziła noc w przyjemnie czystym pokoju hotelowym w Bakersfield, pięć mil od miejsca w którym zginęła Hayley. Niby spała, ale bardzo czujnie i zupełnie się nie wyspała. Nie śniła o niczym konkretnym ale kilka razy obudziła się i leżała z otwartymi oczami mysląc o Hayley Dewalt i jej włosach rozrzuconych w nieładzie na ziemi. O siódmej rano podniosła się z łóżka, wzięła szybki prysznic i ruszyła na posterunek, na spotkanie z Meeksem. Od niego dowiedziała się, że policji udało się zatrzymać Chada nad ranem. Chłopakowi udało się uciec aż do Morhan Hill, gdzie policyjna blokada drogi zmusiła go do zjechania na pobocze. Przez kolejne trzy godziny siedział z naładowanym Glockiem, dopóki delikatny głos negocjatora policyjnego nie przekonał go do oddania się w ręce policji. O 9 rano miał już zatrudnionego obrońcę, Leslie Abrmson. Weronika miała nieprzyjemne uczucie, że uda mu się uniknąć więzienia.

         Była prawie 13 gdy Weronika wyszła z posterunku. Zanim jednak udała się w drogę powrotną do domu, zadzwoniła do Margie Dewalt z kondolencjami. Poczuła ulgę gdy odezwała się automatyczna sekretarka. Weronika domyślała się, że byli w drodze do Bakersfield by zidentyfikować ciało Hayley, a może po prostu rozmawiała z rodziną w Montanie. Postanowiła, że wyśle im kwiaty albo list. Będzie musiała jakoś się zachować, ale na razie da im spokój i pozwoli w spokoju przeżywać żałobę.
         Gdy dotarła do apartamentu Scottów, Lianne chodziła po mieszkaniu zdenerwowana. Hunter bawił się instrumentami muzycznymi, wystukiwał rytm na marakasach do automatycznej muzyki z pianinka. Tanner siedział na jednym z głębokich foteli a Lee Jackson stał tyłem do wejścia do domu, wyglądał jakby podziwiał widok z okna. Weronika zorientowała się widząc go, że nie oddzwonił do niej poprzedniego wieczora. Odwrócił się w jej stronę i skinął na powitanie głową.
         Na stoliku kawowym leżała rozpięta niebieska torba sportowa. Wystawały z niej pliki 20$ banknotów.
         - Jakieś nowe wieści? – Weronika zadała pytanie zamiast przywitania.
         - Nic - Lianne pokręciła przecząco głową – nie wiemy nic, nikt nas o niczym nie informuje.
         - Okej - Weronika wypuściła głośno powietrze z płuc. Zdjęła skórzaną marynarkę i przewiesiła ją sobie przez ramie.
         - A jak się trzymacie? – zapytała po chwili.
         Tanner odwrócił spojrzenie w stronę Weroniki. W jego oczach widać było wyczerpanie, wyglądał jakby nie spał od wielu dni.
         - Weroniko, my jesteśmy po prostu zdezorientowani, zmartwieni i zmęczeni. Nic nie układa się w logiczną całość. Przygotowywaliśmy okup gdy dotarły do nas wieści… - wskazał na torbę leżącą na stoliku.
         Weronika czuła się w obowiązku poklepać go po ramieniu, pocieszyć ale zamiast coś zrobić, stała niepewnie na środku pokoju.
         - Nie wiem czy dotarła do Was już ta informacja, ale chłopak Hayley został oskarżony o jej zamordowanie. W tym wypadku zniknięcie Aurory wydaje się zupełnie niepowiązane ze sprawą Dewaltów.
         - Biedna dziewczyna – Lianne zakryła twarz dłońmi – jej rodzice.
         W pokoju nastała niezręczna cisza, przerywał ją tylko dźwięk marakasów.
         - Macie coś przeciwko, żebym zrobiła sobie kawę? – Weronika zapytała po chwili, próbując rozluźnić atmosferę.
         Lianne pokręciła przecząco głową jednocześnie ruszając w stronę kuchni, Weronika poszła za nią. Musiały przejść nad Hunterem siedzącym w przejściu i wygrywającym kolejne rytmy. Weronika mrugnęła do chłopca porozumiewawczo na co ten uradowany pomachał w jej stronę czerwono-zielonym marakasem.
         - Więc myślisz, że po prostu ktoś zwęszył dobry moment na wyciągnięcie od nas pieniędzy? – Lianne zapytała już w kuchni, opierając się o blat.
         Weronika nalała sobie kawy do kubka, proponowała też filiżankę matce ale ta odmówiła kręcąc przecząco głową.
         - Być może. Istnieje takie prawdopodobieństwo, że osoby odpowiedzialne za porwanie Aurory usłyszały o zniknięciu Hayley. Postanowili po prostu skorzystać z okazji. Tę historię, która dowodziła, że Hayley żyje, wzięli z jej facebooka. Opublikowała ją ponad pięć lat temu. Zgaduję więc, że wiadomość wysłał ktoś kto nie miał żadnego związku z Hayley, po prostu chcieli zgarnąć więcej pieniędzy.
         - A może ktoś kto naprawdę porwał Aurorę chciał przy okazji zdobyć więcej gotówki? – Tanner odezwał się jednocześnie wstając z krzesła.
         Stanął pomiędzy Lianne a Hunterem wyciągając w stronę Weroniki pusty kubek po kawie. Dziewczyna od razu dolała mu kolejną porcję płynu.
         - Panie Jackson? – Weronika zapytała stojącego przy oknie mężczyznę czy nie chce dolewki. Przez chwilę czuła się jak kelnerka.
         - Nie, dziękuję – Jackson nawet się nie odwrócił, poprawił poły marynarki i bezszelestnie ruszył w stronę kanapy, oddalając się od kuchni jeszcze bardziej.
         - Więc jaki jest nasz następny krok? Co robimy? – to pytanie padło z ust Lianne.
         - Po pierwsze, przejrzę jeszcze raz wszystkie zgromadzone do tej pory dowody – pewnie odpowiedziała Weronika – przejrzę wszystkie zdjęcia. Teraz, jak już wiemy, że zaginięcie Aurory nie ma żadnego związku ze sprawą Hayley, coś może zwróci moją uwagę.
         - Musimy zanieść pieniądze na miejsce spotkania. Termin okupu wypada jutro – Tanner zwrócił się do Lianne jednocześnie odkładając kubek po kawie na blat.
         - Tanner to szaleństwo. W tej wiadomości nie ma nic, zupełnie nic co potwierdzałoby, że jej autor przetrzymuje Aurorę.
         - Ale to historia o moim powrocie do…
         - Historia, którą mogła opowiedzieć każdemu. Adrianowi, terapeucie, któremukolwiek z nauczycieli. Do diabła! Ja mogłam to powiedzieć na którymś ze spotkań Anonimowych Alkoholików – Lianne straciła na chwilę panowanie nad sobą.
         - Powinniśmy Cię słuchać od samego początku Weroniko – spojrzała przepraszająco na córkę – miałaś rację. Powinniśmy jej szukać zamiast rzucać pieniędzmi i mieć nadzieję, że to pomoże.  
         - Ale co jeśli ktoś faktycznie ją przetrzymuje? – Tanner nie dawał za wygraną.
         - Co jeśli to nie jest tylko próba wyłudzenia pieniędzy? Jeśli nie zostawimy tych pieniędzy…
         - Tanner na Boga! Ta wiadomość była oszustwem.
         Wraz z podnoszeniem się tonu głosów, marakasy Huntera również stawały się coraz głośniejsze.
         - Do diabła! – Tanner odwrócił się na pięcie i wyrwał instrumenty z rąk syna.
         Przez ułamek sekundy Weronika myślała, że Tanner uderzy chłopca. Tak się nie stało, ale pięści miał pobielałe od ściskania w nich marakasów.
         - Hunter idź się bawić do swojego pokoju. Weź ze sobą keyboard. Nie jestem w stanie skupić się nawet na własnych myślach.
         Przez chwilę nikt się nie ruszał. Hunter spojrzał pytająco na matkę, w jego wielkich oczach widać było wahanie. Lianne rzuciła Tannerowi wściekłe spojrzenie, sekundę później zmieniła jednak wyraz twarzy i nachyliła się uśmiechnięta w stronę syna.
         - Wszystko w porządku kochanie. Idź się pobaw do swojego pokoju. Może później zadzwonimy do Adriana i zapytamy czy nie chciałby się z Tobą wybrać do kina. Teraz mamusia i tatuś są po prostu zdenerwowani.
         Hunter spojrzał przelotnie na Tannera, wziął pod pachę keyboard i marakasy, chwilę później zniknął w długim korytarzu.
         - Świetnie – Lianne rzuciła w stronę męża – wprost cudownie zwracasz się do swojego syna.
         Tanner stał przez chwilę w bezruchu, z jego twarzy nie dało się nic wyczytać.
         - Po prostu chcę żeby Aurora wróciła – usta mu się trzęsły, próbował powstrzymać łzy – Lianne ja po prostu chcę żeby wróciła. Zrobię wszystko. Spuszczę te cholerne pieniądze w toalecie, jeśli to ma pomóc. Wiem, że ten okup to pewnie ściema. Ale co jeśli to prawda? Co jeśli to jest nasza szansa by ją odzyskać?
         Jackson odchrząknął. Powoli przesunął się w stronę rozmawiającej w kuchni trójki. Miał na sobie granatowy garnitur i jaskrawy limonkowy krawat.
         - Pozwólcie, że Wam przerwę. Pani Scott ma rację, to niezbyt mądre przekazać okup bez większego dowodu na to, że Aurora żyje. Jeśli natomiast jej list jest prawdziwy, porywacze oglądając wiadomości już się zorientowali, że ich próba wyłudzenia pieniędzy od rodziny Hayley nie wyszła. Wiedzą, że muszą nas przekonać i dać więcej dowodów na to, że Aurora faktycznie żyje. Będą chcieli się upewnić, że dali nam odpowiednią ilość przekonujących informacji. Myślę, że nie zrobimy Aurorze żadnej krzywdy czekając na kolejny ruch jej domniemanych porywaczy. Na twoim miejscu – Jackson poklepał Tannera po plecach – przygotowałbym torbę z pieniędzmi i dał na przetrzymanie w sejfie. Niech okup będzie gotowy, ale na razie go nie używajmy.
         Lianne patrzyła niepewnie to na Jackona to na Weronikę.
         - Co o tym sądzisz? – w końcu zadała pytanie córce.
         - Ten plan brzmi nieźle – odpowiedziała. Miała jednak przeczucia, że osoby od okupu już się nie odezwą i Jackson był tego prawdopodobnie świadomy. Ponowny kontakt z rodziną Aurory, byłby dla nich zbyt ryzykowny.
         - Nie chcę, żeby pieniądze były poza moim zasięgiem – Tanner nie zgodził się z planem Jacksona – co jeśli będą chcieli tych pieniędzy od razu? Co jeśli minuty spędzone nad próbą kontaktu z Twoją żałosną osobą i próbami poinformowania Cię, że potrzebujemy pieniędzy natychmiast, będą tymi minutami, które stracę razem z możliwością uratowania Aurory?
         - Tanner! – Lianne znowu nie wytrzymała.
         - W porządku Pani Scott – Jackson uśmiechnął się, nie wyglądał na urażonego.
         - W takich sytuacjach bardzo ciężko jest poskromić emocje. Jestem na Pana zawołanie w dzień i w nocy – spojrzał Tannerowi w oczy – dopóki nie rozwiążemy tej sprawy, możecie na mnie liczyć cały czas. Jeśli naprawdę potrzebujecie tych pieniędzy w zasięgu ręki, załatwię to. Nie sądzę jednak żeby to było mądre, trzymać taką sumę na stoliku kawowym.
         - Jackson ma racje – Lianne próbowała przemówić Tannerowi do rozsądku, nagle stała się delikatna, jej gniew zupełnie zniknął, złapała męża za przedramię – proszę Cię kochanie, pozwól mu wziąć te pieniądze.
         Tanner patrzył przez chwilę beznamiętnie na Jacksona. Weronika dopiero teraz zwróciła uwagę, że w dłoniach nadal zaciskał marakasy Huntera. Minęło kilka sekund zanim powoli skinął głową na znak zgody.
         - Dobrze, weź je.
         Jackson skinął głową. Poszedł do stolika, zapiął torbę i podniósł ją za długi pasek.
         - Zadbam o to, żeby były bezpieczne – wskazał na pieniądze – dajcie znać jeśli cokolwiek się zmieni albo będziecie czegoś potrzebowali.
         Nikt go nie odprowadził do drzwi.
         Weronika spojrzała na zegarek. Niedługo musiała wracać do domu. Tata prawdopodobnie czekał na nią z niecierpliwością. Lianne i Tanner wyglądali na wyczerpanych. Przez chwilę zastanawiała się jak bardzo chcą się oboje w tej chwili napić, czy którekolwiek złamało się od zaginięcia Aurory i sięgnęło po kieliszek.
         Nadal stali we trójkę w kuchni, Weronika podniosła kubek z kawą do ust. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
         - Może Jackson czegoś zapomniał – Lianne zareagowała pierwsza, ruszając w stronę drzwi.
         Weronika poszła za nią, po drodze zabierając z salonu swoją torebkę. Tanner wrócił na swoje stałe miejsce w fotelu.
         - Jadę do domu po świeże ubrania, później jadę do biura i będę tam do rana. Dzwońcie do mnie jeśli tylko pojawią się jakieś nowe informacje. Pogrzebię głębiej w mailach i wiadomościach Aurory. Może mocniejsze cofnięcie się w czasie jakoś nam pomoże – mówiła głośno idąc w stroną Tannera. Tak, żeby Lianne też ją usłyszała.  
         - Znajdziemy ją Tanner, nie ważne jak, ale ją znajdziemy – zawahała się, po czym położyła mu dłoń na ramieniu.
         Tanner dotknął jej dłoni z wdzięcznością. Znowu próbował powstrzymać zbierające się w kącikach oczu łzy.
         Lianne wróciła do salonu, za nią szedł Adrian. Miał na sobie bluzę Hearst College. Wyglądał bardzo blado. Lianne wydawała się natomiast jeszcze bardziej zdenerwowana. Jej oczy skakały po twarzach osób zgromadzonych w pokoju.
         - Adrian ma nam coś ważnego do powiedzenia – odezwała się po chwili.
         - O co chodzi? – Tanner odezwał się cały spięty.
         Adrian przenosił ciężar ciała z jednej nogi na druga. Jego palce bawiły się nieświadomie zamkiem od bluzy. Otworzył usta by coś powiedzieć, ale nie wydał z siebie żadnego odgłosu. Przełknął głośno ślinę i spróbował jeszcze raz.
         - Chodzi o to… - jego głos był pełen wątpliwości – chodzi o to…
         - O co chodzi Adrianie? – Lianne nie mogła się powstrzymać przed pośpieszaniem chłopaka.
         Adrian spojrzał Weronice w oczy. Nie Lianne, nie Tannerowi. Weronice.
         - Chodzi o to, że… wiem gdzie jest Rory.


czwartek, 1 września 2016

Rozdział trzydziesty



          Do 10 wieczorem na teren motelu zdążyło zjechać się wiele jednostek policji. Jaskrawa żółta taśma oddzielająca miejsce zbrodni odbijała światło reflektorów, dzięki którym w nocy było jasno jak w dzień. Trzy policyjne vany postawione w poprzek parkingu tworzyły barierę, włączona sygnalizacja świetlna mrugała na czerwono i niebiesko. Kilku gapiów próbowało dostrzec cokolwiek zza żółtej taśmy.
          Weronika popijając kawę, patrzyła na miejsce zbrodni przez okno knajpy znajdującej się po przeciwnej stronie ulicy. Odbijała się w szybie na tle miejsca w którym znalazła Hayley. Nawet w odbiciu widać było jak bardzo blade ma usta. Widziała też jaskrawe światła docierające zza jej pleców z kuchni i kilku mężczyzn ubranych we flanelowe koszule. Oni też próbowali podejrzeć co się działo.
          Została na miejscu zbrodni na tyle długo by mieć czas na złożenie zeznań, wytłumaczenie kim jest i jak udało jej się odtworzyć drogę Hayley do motelu. Policjant, który spisywał jej zeznania miał na mundurze przyczepioną plakietkę z nazwiskiem – Meeks. Zapewnił ją, że niewątpliwie znalazła ciało Hayley Dewalt. Był tego pewien, pod jedną z rąk dziewczyny policjanci znaleźli upchniętą torebkę a w środku jej dowód osobisty.
          - To oczywiście informacja między nami – dopowiedział przyglądając się Weronice intensywnie – nie przekazuj jej dalej dopóki nie skontaktujemy się z jej rodziną. Nie powinienem rozmawiać z Tobą o toczącym się śledztwie. Ale skoro ją znalazłaś… - znowu obdarzył Weronikę dziwnym spojrzeniem.     
          Częściowo było mu jej żal, częściowo był pod wrażeniem.
          To Meeks posadził ją na parkingu przed hotelem motelu i czekał z nią na karetkę. Miała przyjechać by sprawdzić czy wszystko w porządku z osobą, która znalazła martwe ciało. To również Meeks upewnił się, że Weronika dostała koc rozgrzewający. Po godzinie odprowadził ją na drugą stroną ulicy do restauracji.
          - Czy mógłbym prosić Cię o pozostanie przez parę godzin w pobliżu? Będziemy mieli na pewno jakieś dodatkowe pytania. Jeśli zrobi się zbyt późno załatwię Ci pokój w hotelu i będziemy mogli porozmawiać na spokojnie jutro.
          - Gdziekolwiek tylko nie w Motelu Bates – odpowiedziała starając się panować nad głosem, który i tak okazał się dużo bardziej roztrzęsiony niż by tego chciała.
          W knajpie Meeks wziął Geenę na bok i szeptem wytłumaczył jej co się stało. W połowie historii zaskoczona Geena zasłoniła usta dłońmi. Po zakończeniu rozmowy policjant odwrócił się w stronę Weroniki, skinął do niej głową i wyszedł z budynku. Geena podeszła do stolika Weroniki, stanęła za nią i delikatnie położyła jej dłonie na ramionach. Weronice to nie przeszkadzało, zachowanie Geeny miało w sobie dużą dozę matczynej wrażliwości. Ta myśl sprawiła, że zachciało jej się płakać.
          - Kochanie, co chciałabyś zjeść? – kelnerka odezwała się w stronę Weroniki zachrypniętym, przepalonym głosem – na koszt firmy.
          By nie urazić Geeny, Weronika zamówiła jajka i tosty. Teraz siedziała nad talerzem z rozgrzebanym jedzeniem, po chwili odsunęła go od siebie, nie mogła patrzeć na jajka i kiełbaskę. Piła za to trzeci kubek kawy, głowa już jej pulsowała od kofeiny, ale ciepły kubek trzymany w dłoniach działał na nią kojąco. Ciepły, lekko gorzki napój trzymał ją z daleka od sytuacji, która wydawała się długim koszmarem sennym. Weronika powoli wracała do siebie.
          Położyła telefon na stole, wyłączyła dźwięki i ustawiła wibracje. Jak gdyby przeczuwając sytuację Mac zadzwoniła do niej po 20 minutach od momentu rozpoczęcia kolacji, mówiła szybko. 
          - Weronika, czuję się jak kretyn. Na wyciągu z banku Chada Cohana nie było żadnych płatności z dnia zaginięcia Hayley, ale już na koncie jego matki jest coś co Cię zainteresuje. Nazywa się Sharon Ganz, zgaduję, że po rozwodzie wróciła do swojego panieńskiego nazwiska. Chad wynajął pokój za pieniądze z jej konta.
          Weronika widziała jak pare osób znajdujących się w knajpie próbowało podsłuchać chociaż strzępki jej rozmowy. Prawdopodobnie powinna bardziej się przejąć czy chronić prywatność Hayley najdłużej jak się da. Wiedziała jednak, że prędzej czy później i tak wszyscy dowiedzą się co się stało.
          - Chłopak pracujący w hotelu w nocy kiedy zniknęła Hayley już zidentyfikował Chada, potwierdził, że to on wynajął pokój – Weronika odpowiedziała Mac.
          - Nadal staram się zrozumieć co się stało, ale pewnie Chad zobaczył zdjęcie Hayley z Rico i spanikował. Tak miało być, Hayley chciała wzbudzić w nim zazdrość, żeby chciał ją odzyskać. Zadzwonił do niej i poprosił, żeby spotkali się w połowie drogi. Zakładam, że ten pomysł wydał jej się romantyczny – Weronika nie potrafiła pozbyć się gorzkiego tonu głosu.
          - Jej przyjaciółki nie lubiły Chada. Nie chciała im mówić gdzie jedzie, poprosiła więc o podwózkę Williego. Willie podwiózł ją z nadzieją, że dziewczyna się z nim prześpi, nie wiem, może z nim flirtowała a może on po prostu sobie to wmówił. Ale gdy zatrzymali się przy knajpie, Hayley wymknęła się do motelu.
          - Więc Chad Cohan spotkał się z nią żeby ją zabić?
          - Nie sądzę. Na pewno tego nie planował. Myślę, że chciał z nią to przegadać, zdobyć ją z powrotem. Ale nad ranem stracił nad sobą panowanie. Coś musiało pójść nie tak, może Hayley nie chciała dać mu tego na co liczył?
          Weronika wyobraziła sobie Chada i tę jego piękną buźkę wykrzywioną i w szale. Jego pięść uderzająca w twarz Hayley z takim impetem, że dziewczyna upadła. Musiał poczuć ulgę. Uderzył ją ponownie? Trzasnął jej głową o podłogę na tyle mocno, że zaczęła jej lecieć krew? Czy może wziął jakiś przedmiot i to nim ją zabił? Może było to coś ciężkiego, lampka? Prawdopodobnie sekcja zwłok przyniesie im jakieś odpowiedzi.
          - W którymś momencie musiał się zorientować, że jego alibi będą zajęcia o 11 i musi na nie zdążyć. Nie miał czasu na to, żeby pozbyć się ciała w jakiś bardziej kreatywny sposób. Przeciągnął je najdalej w głąb krzaków jak się dało i miał nadzieję, że nikt go nie znajdzie chociaż przez jakiś czas. To nie był najgorszy plan. To miejsce przejazdowe, nikt tutaj nie chodzi na spacery po krzakach. Może planował wrócić po jej ciało jak śledztwo trochę się uspokoi.
          Mac przez chwilę się nie odzywała, gdy zaczęła mówić jej głos był niski i pełen napięcia.        
          - Chcesz żebym po Ciebie przyjechała? Mogę przyjechać z Wallacem i jedno z nas wróci samochodem Logana. Żebyś nie musiała wracać sama.
          Weronika poczuła wdzięczność. Spojrzała ponownie na swoje odbicie w szybie i tym razem lekko się uśmiechała.
          - Nie, dziękuję, jest ok. Wrócę do domu pewnie jutro rano. Będę musiała porozmawiać z Dewaltami, co oczywiste, i sprawdzić co u Scottów. Nie jestem pewna co to oznacza dla Aurory. To oczywiste, że wiadomości od porywczy to ściema, ale tak samo oczywiste jest to, że Cohan nie zabił obu dziewczyn. Musimy zacząć od początku.
          - Dzwoniłaś już do swojej mamy?
          - Nie. Myślisz, że powinnam?      
          - Nie wiem. Jako detektyw? Pewnie powinnaś. Jako jej córka… to już Twoja decyzja.
          Po rozmowie z Mac, Weronika patrzyła beznamiętnie na telefon w swojej dłoni. Wiedziała, że musi zadzwonić do Scottów żeby wstrzymali się z przekazaniem okupu. Chciałaby, żeby pieprzony Lee Jackson oddzwonił do niej, żeby nie musiała tego robić sama.   
          Za oknem samochody zwalniały widząc zastępy policji. Powoli tworzył się coraz dłuższy korek. Po drugiej stronie ulicy próbował zaparkować samochód telewizji. Niedługo pojawi się ich więcej, nie dostaną informacji od policji i próbując zdobyć cokolwiek, pojawią się w knajpie.
          - Patrzcie! – usłyszała krzyk zza lady.
          Wszyscy w restauracji odwrócili się w stronę telewizora wiszącego nad barem. Stacja telewizyjna nadawała na żywo, pokazywali z helikoptera fragment autostrady i pościg za Range Roverem. Na pasku na dole ekranu widniał duży czerwony napis: „Z OSTATNIEJ CHWILI”.
          Rosa wzięła do ręki pilot i włączyła głos. Policyjne światła pokazywane w telewizji były dziwnym echem tych, które widzieli przez szybę.
          - … nadajemy na żywo znad autostrady 101, tuż pod San Jose. Mamy informacje o tym, że kierowcą uciekającego samochodu jest student Uniwersytetu Stanford, powiązany z morderstwem. Policja nie chce jednak podawać więcej szczegółów.
          Weronika odstawiła swój kubek. Miała nadzieję, że ktoś zdążył skontaktować się z Dewaltami, jeśli nikt tego nie zrobił, mleko się wylało. Tak właśnie wyglądał świat według Trish Turley – wszyscy czekali na kolejną sprawę Jodi Arias albo O.J. Nie mogli się doczekać, żeby powiedzieć całemu światu jak to ich najgorsze przewidywania odnośnie człowieczeństwa, właśnie się sprawdziły.
          Wstała ostrożnie, wzięła swoją torebkę i schowała do niej telefon. Rosa spojrzała na nią, ich intensywne spojrzenie się spotkały.
         Na parkingu Weronika stanęła przy BMW. Zimne powietrze sprawiało, że miała gęsią skórkę na całym ciele. Z drugiej strony ulicy dochodziły ją odgłosy krótkofalówek policji.
          Lianne odebrała telefon już po pierwszym sygnale.
          - Weronika, co się dzieje? Jakiś dziennikarz przyszedł do nas i powiedział, że znaleźli… dziewczynę. Co…
          - To Hayley – Weronika przerwała matce niskim i ciężkim głosem.
          - O boże – Lianne wydała z siebie westchnięcie.
          - Co to oznacza dla Aurory? – dodała piskliwie.
          - Jeszcze nie wiem, ale mamo… nie sądze, żeby to porywacze zabili Hayle. Nie mogę mówić jeszcze o żadnych szczegółach, ale jej śmierć była oddzielnym przypadkiem.
          Wzięła głęboki oddech. Serce biło jej w tak samo szalonym tempie jak wtedy gdy znalazła ciało Hayley.
          - Wiem, że to przerażające i okropne, ale postaraj się jeszcze nie panikować. Skontaktuje się z Wami jutro jak wrócę do miasta, dobrze?   
          Oddech jej matki był równie ciężki, Weronika zorientowała się, że płacze.      
          - To Ty… Ty znalazłaś Hayley?
          - Tak – Weronika zamknęła oczy.
          Lianne przez chwilę się nie odzywała.   
          - Jedź ostrożnie Weroniko, zobaczymy się jutro rano – odezwała się po dłuższym czasie, jej głos wydawał się spokojniejszy.
          Rozłączyły się ale Weronika stała jeszcze przez chwilę w bezruchu. Czekała aż jej serce zacznie bić w normalnym rytmie. Po drugiej stronie drogi widziała poruszające się po miejscu zbrodni cienie.
          Nie mogła pomóc Hayley. Nie mogła jej uratować w żaden sposób. Hayley nie żyła zanim w ogóle Weronika dowiedziała się o jej zaginięciu. Teraz natomiast… musiała się skupić. Aurora Scott była gdzieś tam i Weronika czuła ogromną potrzebę jej znalezienia. Większą niż kiedykolwiek.