Veronica Mars: The Thousand-Dollar Tan Line
/// polskie tłumaczenie ///


czwartek, 17 marca 2016

Rozdział szósty



               Numer telefonu, który Weronika Dostała od Margie Dewalt, należał do Bri Landfond – jednej z trzech dziewczyn z którymi Hayley przyjechała do Neptun z Berkeley. Weronika zadzwoniła do niej tuż po tym jak wyszła z posterunku, chciała umówić się z nimi wszystkimi na spotkanie jeszcze tego samego dnia. Zalękniony głos po drugiej stronie telefonu odpowiedział jej, że Leah Hart, jedna z trzech koleżanek, została zabrana do domu przez rodziców już tydzień temu.
- Naprawdę, bardzo martwiła się o Hayley – Bri zapewniała Weronikę przez telefon – ja i Melanie nadal jesteśmy w Neptun i powiemy Pani wszystko co wiemy.
            Dziewczyny mieszkały w Motelu Camelot. Wyblakły budynek otaczały lombardy, wszelkiego rodzaju kościoły i bary do których nawet studenci nie chcieli chodzić. Okolica nie należała do przyjemnych a to oznaczało tylko jedno: było tu najtaniej i tylko na nocleg w tym motelu było stać nastolatki. Weronika spędziła pod tym budynkiem więcej nieprzespanych nocy obserwując podejrzanych, niż miałaby ochotę przyznać. To było ulubione miejsce osób, które specjalizowały się w okropnych rozwodach i łamaniu serc. Czytaj: drugi dom dla początkującego prywatnego detektywa. 
            Punktualnie o dziewiętnastej zapukała do drzwi pokoju. Przez przymknięte rolety widziała czerwonawe światło lampki.
            Dziewczyna która otworzyła drzwi była dosyć niska i umięśniona a jej opalenizna była raczej poparzeniem słonecznym. Włosy koloru truskawkowo blond zwisały jej wokół twarzy, z nosa ciekł jej gil.
            - Cześć – Weronika przywitała ją cicho – jestem Weronika Mars. Ty jesteś Bri?
            Dziewczyna zawahała się jakby musiała pomyśleć dłużej nad odpowiedzią, po chwili przytaknęła.
            - Tak to ja, proszę wejść.
            Weronika przeszła przez próg do szarego, ciasnego pokoju. Dwa podwójne łóżka stały obok siebie, leżały na nich wyblakłe narzuty w kwiaty zrobione dokładnie z tego samego materiału co zasłony. Wystrój pokoju pozostawiał wiele do życzenia do tego ubrania dziewczyny były porozrzucane po podłodze. Do pomieszczenia wkradł się nieprzyjemny zapach niepranych ubrań, spoconych ciał i pudełek po jedzeniu na wynos.
            Druga z dziewczyn siedziała na łóżku, wstała gdy zobaczyła Weronikę. Długi ciemny kucy przełożyła przez zapięcie czapki z daszkiem, którą miała na głowie. Mimo prób maskowania swojej figury, łatwo można było zauważyć jej krągłości pod za dużą bluzą i obciętymi dżinsami.
            - Jestem Melanie – jej głos okazał się być ochrypły. Podała Weronice rękę na przywitanie.
            - Przepraszam, nie mamy żadnego krzesła na którym mogłaby Pani usiąść - rozejrzała się skrępowana po pokoju.
            - Nie ma problemu – Weronika usiadła na skraju łóżka.
            Bri zamknęła drzwi i oparła się o komodę. Ze zdenerwowania obgryzała paznokieć. Melanie usiadła na drugim łóżku pochylając się w stronę Weroniki. Obie wyglądały zupełnie inaczej niż statystyczny student podczas przerwy wiosennej. Wydawały się zmęczone i zestresowane. Bardziej przypominały studentów w czasie sesji niż podczas przerwy semestralnej.
            - Więc obie zostałyście w Neptun, żeby pomóc w poszukiwaniach? – Weronika zapytała, przerzucając w notesie kartkę.
Obie potwierdzająco pokiwały głowami. Melanie tak mocno zakręciła pukiel włosów wokół palca wskazującego, że ten aż zrobił się biały.
            - Rozdawałyśmy ulotki na chodnikach – podniosła zieloną kartkę z szafki nocnej. Użyły zdjęcia Hayley jeszcze z czasów liceum.
            - Wszyscy mają to gdzieś – głos Bri był tak cichy, że Weronika musiała się pochylić by ją usłyszeć – rozdajemy je ludziom na ulicy, biorą je od nas po czym kilka metrów dalej zgniatają w kulki i wyrzucają do śmieci. Nikogo nie obchodzi, że Hayley zaginęła.
            Słowa Bri uświadomiły Weronice, że to pierwszy raz kiedy dziewczyna przeszła lekcję pod tytułem „ludzie są beznadziejni”. Weronika pamiętała kiedy pierwszy raz ona to przeżywała, kiedy świat zaczął tracić barwy a wszystko w co wierzyła – nagle runęło. Miała szesnaście lat, jej przyjaciółka Lilly została zamordowana a jej ojciec oskarżył o morderstwo ojca Lilly i Duncana. Keitha odwołano ze stanowiska szeryfa i nagle okazało się, że wokół Weroniki nie pozostał nikt. Jej byli przyjaciele stanęli po stronie rodziny Kaneów a Weronika spędziła większą część roku jak parias, czyszcząc ciągle zdemolowaną szafkę w szkole i ocierając ukradkiem łzy. Przez długi czas nie znalazł się nikt kto stanąłby w jej obronie. Oczywiście wszystko się zmieniło gdy poznała Wallace, Mac i Weevila. Poza tym pogodziła się z niektórymi starymi przyjaciółmi – Duncanem, Meg, Loganem. Ostatecznie z całej sytuacji wyszła obronną ręką, silniejsza i mądrzejsza. Nie oznacza to jednak, że nie cierpiała przez cały ten czas.
            - Myśli Pani, że z Hayley wszystko w porządku? – Melanie zapytała wyrywając Weronikę z zamyślenia.
            - Nie wiem – Weronika wzięła głęboki oddech – ostatnia rzecz jaką chcę Wam dać to złudna nadzieja. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ją znaleźć ale potrzebuję Waszej pomocy. Możecie mi powiedzieć wszystko co wiecie o Waszym ostatnim wspólnym wieczorze?
            - Ja byłam na rejsie po oceanie z kilkoma znajomymi z Berkeley, dostałam SMS od Hayley około 19.00 z informacją o jakiejś imprezie. Miałyśmy się wszystkie spotkać w pokoju hotelowym i szykować razem. Wtedy jeszcze mieszkałyśmy w Sea Nymph – Melanie spojrzała na Weronikę – na imprezę wpuszczali tylko ludzi ubranych na biało lub czarno, więc…
            - Musiałyście się ubrać na czarno i biało. Truman Capote przewraca się w grobie – dodała pod nosem.
            - Kto? – Bri przekrzywiła głowę jak zaciekawiony szczeniak.
            - Nieważne – Weronika uśmiechnęła się pobłażliwie i kontynuowała – Gdzie byłaś tego popołudnia, Bri?
            - Razem z Hayley i Leah byłyśmy na plaży, po jakimś czasie Hayley się znudziło leżenie i powiedziała nam, że idzie się przejść. Nam się nie chciało, więc zostałyśmy. Kilka godzin później wysłała nam wiadomość o tej imprezie.
            - Jak się zachowywała tego dnia, gdy szykowałyście się na imprezę?
            - Normalnie. Powiedziała nam, że jakiś koleś zaprosił ją i pozwolił zaprosić wszystkie swoje koleżanki. Pod warunkiem, że byłyby tak urocze jak ona – Melanie przewróciła oczami.
            - Ona zawsze się nabiera na taki tani podryw.
            - Mówiła coś jeszcze o tym chłopaku? Widziałyście go na tej imprezie? – na słowa Weroniki dziewczyny ponownie wymieniły się znaczącymi spojrzeniami.
            - Nie, nie powiedziała nam o nim nic więcej. Impreza okazała się być… szalona. Jeśli Hayley się z nim spotkała, nas przy tym nie było. Obie byłyśmy w trochę innym świecie – Bri odetchnęła głęboko.
            - Porozmawiajmy o imprezie – Weronika spojrzała na swój notatnik, miała w nim zapisany adres rezydencji.
            - Adres który podałyście na Policji? 2201 Manzanita Drive – to on, zgadza się?
            - Tak – potwierdziła Melanie – to ogromna posiadłość zaraz przy plaży. Willa. Pojawiłyśmy się tam około dziesiątej. Przy bramie wejściowej przeszukiwała nas ochrona. Wypas.
            Weronika skrzywiła się nieznacznie. Mnóstwo bogatych rodzin z Neptun miało ochronę, kamery i alarmy. W szczególnych przypadkach zatrudniano dodatkowe siły. Zdecydowanie miało to sens w sytuacji w której ktoś wyprawiał ogromną imprezę dla dziesiątek nieznanych ludzi. Ale kto zdecydowałby się na przeszukiwanie gości?
            - Spotkałyście organizatora imprezy? – zapytała Weronika.
            - Nikt nie podszedł do nas witając nas i przedstawiając nam się jako organizator – Melanie potrząsnęła głową.
            - To nie był ten rodzaj imprezy. Cały dom był wypełniony ludźmi. Oprócz gości byli barmani, kelnerki chodziły z drinkami i jeszcze więcej ochrony kręciło się w środku. Ale nie było kogoś kto zdecydowanie byłby odpowiedzialny za wszystko.
            - Z tego co słyszałyśmy, w czasie przerwy wiosennej, tam codziennie jest organizowana jakaś impreza – dodała Bri.
            - Kilka osób z którymi rozmawiałyśmy, powiedziało nam, że byli tam już parę razy.
            - Okej, a co zrobiłyście jak już weszłyście do willi – zapytała Weronika.
            - My… no po prostu się bawiłyśmy – zmęczone oczy Melanie powędrowały w stronę okna – przez chwilę tańczyłam, obserwowałam ognisko na plaży, grałam w bilard. Tak po prostu, robiłam to co robi się na imprezach.

            Weronika spojrzała najpierw na Bri a potem na Melanie, notatnik położyła sobie na kolanach.

czwartek, 10 marca 2016

Rozdział piąty



            Komisariat Balboa County znajdował się w dużym budynku z piaskowca w południowej części Neptun, mniej więcej piętnaście przecznic od Grand Hotelu. Schody wejściowe były wyrobione i zawsze czyste, dając przykład miastu. Co nie zmienia faktu, że zachowanie Szeryfa było dalekie od odpowiedniego.
            Weronika spędziła połowę swojego życia na komisariacie. Jej ojciec zaczynał pracę jako policjant. Gdy miała dziewięć lat wybrano go na Szeryfa. Razem z mamą odwiedzały go w trakcie lunchu, w późniejszych latach zdarzało jej się odrabiać prace domowe w pustych pokojach przesłuchań. Po tym jak Lilly Kane została zamordowana a Keith odwołany ze stanowiska, teoretycznie już nigdy nie powinna mieć możliwości spędzania czasu na komisariacie. A jednak zawsze los kierował ją w progi biura Szeryfa. Odwiedzała Logana i swojego przyjaciela Weevila Navaroo zamkniętych w celi. W słodki sposób wymuszała informację od niewinnego policjanta – Leo D’Amato, który po wielu perypetiach awansował na detektywa policyjnego w San Diego.
            Kiedyś musiała zgłosić tu, że została zgwałcona za co Szeryf Lamb ją wyśmiał i upokorzył. Ale to przeszłość, prawda?
            Przeszła przez znajomy korytarz wyłożony złotawą terakotą, znalazła się przy recepcji. Za wysokim drewnianym kontuarem nikogo nie było. Trzech lub czterech policjantów siedziało przy swoich biurkach pracując na komputerach lub rozmawiając przez telefony. Nie rozpoznała żadnego z nich. Ojciec powiedział jej, że gdy Dan Lamb objął pozycję Szeryfa, mnóstwo wartościowych policjantów zrezygnowało z pracy w komisariacie Neptun. Inga, przemiła kierowniczka biura Szeryfa, którą Weronika znała od dzieciństwa, również zrezygnowała z pracy.  
            Stała przy recepcji czekając aż ktoś się pojawi ale nikt się nią nie zainteresował. Jeden z policjantów wręcz odwrócił się od niej plecami, nadal rozmawiając przez telefon. Nie była zaskoczona zważywszy na fakt, że odkąd jej ojciec tu nie pracował, nie była mile widziana na komisariacie. Poza tym, gdy pojawiła się w Neptun po raz pierwszy po dziesięciu latach nieobecności, po prostu rozwiązała sprawę morderstwa Bonnie DeVille, upokarzając tym umiejętności Szeryfa. Dan Lamb nie był osobą, która potrafiła wybaczać i zapominać. Ale przecież Weronika też nie posiadała tych umiejętności.
            Zwróciła uwagę na wysokiego mężczyznę w mundurze. Przechodził obok niej trzymając w rękach mnóstwo dokumentów.
            - Przepraszam Pana, jestem umówiona z szeryfem.
Policjant się odwrócił, Weronika zamrugała ze zdziwieniem.
            - Norris Clayton? – zapytała zszokowana.
Ciepłe brązowe oczy skupiły się na niej, na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech.
            - Weronika Mars. Zastanawiałem się kiedy na siebie wpadniemy.
Przez chwilę patrzyli się na siebie z zainteresowaniem. W gimnazjum Norris był zawieszany właściwie co tydzień za bójki. Zanim zaczął liceum miał na swoim koncie mnóstwo grzeszków, zaczął nawet zbierać broń żeby być bardziej szanowanym. To właśnie Claytona podejrzewano  o anonimowe telefony o podłożeniu bomby pod szkołą. Weronice udało się udowodnić, że był niewinny.
            Pod całą tą otoczką z broni, długich czarnych płaszczy, ciężkich butów i fascynacji Japonią, krył się zwykły zbuntowany nastolatek. Na dodatek w tamtych czasach podkochiwał się w Weronice. Teraz trudno było go poznać, umięśnionego, krótko ostrzyżonego i w mundurze policyjnym. Weronika zauważyła w jego oczach coś co się nie zmieniło: kruchość i zrezygnowanie. Jakby życie było dla niego jednym wielkim bagnem. Na pewno praca w biurze Szeryfa nie mogła tego zmienić na lepsze.
Norris położył papiery na biurku i oparł na nich dłoń.
            - Nadal pracujesz dla swojego taty?
            - Poniekąd. Teraz już bardziej pracuje z nim niż dla niego. A może nawet zamiast niego?
            - No tak, mój ojciec jest mi wdzięczny, że w ogóle mam pracę – uśmiechnął się krzywo.
Weronika mogła się tylko domyślać. Ojciec Norrisa był lojalnym programistą w Kane Software. Kiedyś przekupił Claytona wycieczką do Japonii, żeby ten trzymał się z dala od kłopotów i starał się o lepsze oceny.
            - Mówiąc szczerze nigdy nie wyobrażałam sobie Ciebie jako stróża prawa.
            - No cóż, wszyscy musimy kiedyś dorosnąć, prawda? – zaśmiał się po czym nagle zaczął poważniej.
            - Przez tyle czasu byłem wkurzony na cały świat i ludzi wokół mnie. Teraz chyba w końcu znalazłem odpowiednie miejsce w którym mogę skupić się na walczeniu po dobrej stronie barykady. W każdym razie, co ty tutaj robisz? Pracujesz nad jakąś sprawą?
            - Mniej więcej. Jestem umówiona z Lambem na spotkanie.
            - Szczęściara – przez chwilę patrzyli na siebie poważnie po czym w tym samym momencie wybuchli cichym śmiechem.
            - Proszę – Norris otworzył małą bramkę znajdującą się obok biurka i głową wskazał biuro Szeryfa. 
            Idąc korytarzem do biura Lamba, Weronika przeskakiwała wzrokiem pomiędzy zdjęciami zawieszonymi na ścianach. Portrety wszystkich nieżyjących funkcjonariuszy którzy kiedyś pracowali na posterunku. Na samym dole znajdował się ten, który zmarł niedawno – Jerry Sacks. Jego wąsy jak zwykle błyszczące i schludnie przystrzyżone. Ramka wisiała obok zdjęcia Dona Lamba. Przez chwilę przyglądała się obu portretom. Nie wiedziała co myśleć. W czasach licealnych Lamb sprawił, że jej życie było piekłem na ziemi, ale Weronika miała podejrzenia, że dorastał w patologicznej rodzinie. Powtarzające się schematy: znęcano się nad braćmi Lamb w dzieciństwie, gdy dorośli sami zaczęli znęcać się nad słabszymi. I chociaż nigdy nie myślała o Sacksie jako przykładnym policjancie to w końcu jego chęć pomocy Keithowi przy sprawach sprawiła, że nie żyje. Teraz zarówno Lamb i Sacks nie żyli a Weronikę przeszyło dziwne uczucie smutku.
            - Co ja tu robię? – pomyślała.
Odwróciła się twarzą w stronę biura Lamba. Szeryf patrzył się na nią zdziwiony zza półotwartych drzwi. Naprzeciwko niego siedziała zniecierpliwiona Petra Landros. Jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Weroniki, która przekraczała próg. Biuro Lamba było wyłożone ciemnymi drewnianymi panelami, na ścianie za Szeryfem wisiała ogromna mapa Stanów Zjednoczonych, w rogu pokoju wisiała flaga.
            - Niezłe wystąpienie w telewizji Szeryfie, Pana włosy wyszły pięknie – uśmiechnęła się słodko wypowiadając zdanie w stronę szeryfa.
            Patrzyli na siebie przez chwilę. Weronika kiedyś usłyszała od Logana, że za rzadko czerpie przyjemność ze swojego życia a za często o coś lub z kimś walczy. Patrząc na Lamba poczuła, że nadszedł kolejny etap walki. Jego chytre spojrzenie, sposób w jaki siedział rozparty na fotelu, jakby był królem świata. Mógł mieć niewiele ponad czterdzieści lat, był wysoki i wysportowany a jego włosy i wyraz twarzy sprawiały, że wydawał się próżny. Miał chłopięcą buzie, szeroki posępny uśmiech i okrągłe policzki. Nosił też bokobrody. Najbardziej niepojące były jego jasne niebieskie oczy, łudząco podobne do oczu jego młodszego brata Dona.
            Don Lamb był leniwy i nieuważny, był narzędziem i sprawcą biurokracji. Sprzymierzył się z bogaczami i żerował na najsłabszych mieszkańcach Neptun. Weronika miała powody, żeby podejrzewać go o podkładanie dowodów w trakcie różnych spraw. Dwa miesiące wcześniej jej nieprzytomnemu przyjacielowi Weevelowi Navarro podłożono Glocka 9mm po tym jak mama Duncana - Celeste go postrzeliła. Weronika nie mogła udowodnić, że ma rację ale była pewna, że Szeryf lub ktoś z jego podwładnych podłożył tę broń. Według adwokata z urzędu, Cliffa McCormacka, Weevil nie był jedyną ofiarą podobnego przestępstwa. Szeryf jest skłonny nagiąć prawo w każdą stronę jeśli tylko dostanie za to odpowiednią nagrodę.
            - Proszę za sobą zamknąć drzwi, Panno Mars – Petra Landros gestem pokazała Weronice, żeby weszła. Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i usiadła na drugim krześle postawionym naprzeciwko biurka Lamba. Jego oczy uważnie śledziły każdy ruch Weroniki. Próbowała zachowywać się jak najnaturalniej ale czuła napięcie w ramionach i nogach.
            - Izba Handlowa Neptun zdecydowała się zatrudnić Pannę Mars do pracy nad sprawą Hayley Dewalt – Petra wytłumaczyła Lambowi.
            - Ma Pan wprowadzić Weronikę w śledztwo i wszystkie szczegóły tak, żeby jak najszybciej mogła zacząć swoją pracę – dodała.
            - Chyba Pani żartuje – skrzywił się Lamb.
            - Pani Landros, nie ma potrzeby… - kontynuował, ale Petra mu przerwała.
            - Już zadecydowałam Lamb. Niedługo kolejne wybory na Szeryfa, nie jesteś wystarczająco zajęty? Izba zainwestowała w poprawę działania komisariatu. Tylko tyle. Musisz się skupić na innych ważnych sprawach, Neptun znowu ma być miłym i przyjemnym miastem.
            Podtekst był tak łatwo wyczuwalny, że nawet Lamb nie mógł go nie zrozumieć. Jeśli nie będziesz się teraz rzucał, damy Ci jeszcze więcej pieniędzy i zafundujemy kampanię. Weronika żałowała, że nie ma przy sobie aparatu którym mogłaby uwiecznić jak policzki Lamba poczerwieniały.
            Spojrzał wściekły na Weronikę, walczył ze sobą, żeby nic nie powiedzieć. Po dłuższej chwili sięgnął po kopertę leżącą na biurku i rzucił ją w kierunku Weroniki.
            - Ustalmy to sobie – powiedział podczas gdy Weronika wyjmowała dokumenty – jesteś tutaj, żeby pomagać przy śledztwie. Nie jesteś głównodowodzącą. Jesteś na moim terytorium Mars. To ja tutaj ustalam zasady.
            Weronika przejrzała teczkę wyjętą z koperty. Nie było w niej nic poza wypełnionym przez przyjaciółki Hayley dokumentem o zaginięciu. Żadnych notatek, zapisów rozmowy, żadnych dodatkowych informacji. Spojrzała na Lamba i uniosła brew.
            - Tylko to masz? Czy jedną z Twoich zasad jest nie przesłuchiwanie świadków?
            - Czego byś chciała więcej? Drzewa genealogicznego jej rodziny? Mapy jej ostatnich kroków? Zebraliśmy zeznania jej koleżanek i wprowadziliśmy je do systemu. Nie było nic innego do zrobienia. Nie ma absolutnie żadnego dowodu na to, że ktoś porwał Hayley. Jeśli istniałby jakikolwiek trop, podążylibyśmy za nim.
            - Sprawdziliście dom z którego zniknęła?
            - Po pierwsze. To, że ten dom był ostatnim miejscem w którym ktoś ją widział, wcale nie oznacza, że to z niego zniknęła - nerwowo przeczesał włosy ręką.
            Weronika patrzyła na niego przez chwilę z niedowierzaniem.
            - Więc Twoim argumentem za tym, żeby nie sprawdzać miejsca ostatniego znanego pobytu Hayley jest to, że właśnie tam była tam ostatnio widziana? Nieźle. Dobrze pomyślane.
            - I tak mam za mało ludzi. Większość policjantów zajmuje się pilnowaniem, żeby dzieciaki na ulicach nie potopiły się we własnych wymiocinach. Nie mamy nadprogramowej liczby pracowników która mogłaby zaglądać pod każdy kamień w poszukiwaniu pijanej nastolatki.
            Weronika obdarzyła Lamba miażdżącym spojrzeniem ale nic nie powiedziała. Mogłabym poprosić o więcej szczegółów dotyczących domu, kto go wynajmuje, kto jest właścicielem, ale proszenie Szeryfa nie miało sensu. Mac nie będzie miała żadnego problemu ze zdobyciem tych informacji. Nie wspominając nawet o tym, że będzie to o wiele szybsze i przyjemniejsze rozwiązanie.
            - Czy jest jeszcze coś o czym musimy porozmawiać? – spojrzała na Petrę.
            - Nie sądzę - Landros wstała i przewiesiła sobie torebkę przez ramie – właśnie do mnie dotarło, że nie ma wielu informacji z którymi mogłabyś pracować. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, naprawdę czegokolwiek, proszę dzwoń do mojego biura. Moja asystentka wie, że ma Cię przekierowywać prosto do mnie.
            - Chcę żebyście odnaleźli Hayley. A ty - Petra uśmiechnęła się zimno do Lamba – masz pomagać Weronice.
            Policzki Lamba były purpurowe, zmarszczka między oczami nie dodawała mu uroku. Spojrzał ostro na Weronikę, która spokojnie czekała aż ten coś powie. Zabawnie było patrzeć na Petrę wgniatającą Lamba w podłogę ale Weronika zdawała sobie sprawę, że upokorzony Szeryf staje się niebezpieczny.
            Po dłuższej chwili Lamb odchylił się na fotelu, tym razem bez chytrego uśmieszku.
            - Chcę wiedzieć o wszystkim czego się dowiesz. Nie zrobisz kurwa żadnego kroku bez mojej wiedzy. Wszystko ma trafiać do mnie. Rozumiesz? – pogroził Weronice palcem wskazującym.
            - Więc, żeby było jasne. Nie obchodzi Cię sprawa Hayley chyba, że mi uda się coś znaleźć i będziesz mógł przyjąć gratulacje za rozwiązanie sprawy? – Weronika rzuciła wściekle w stronę Szeryfa i wstała z fotela.
            – Szukaj mnie pod każdym kamieniem jak chcesz się czegoś dowiedzieć. Dam Ci znać jak już znajdę dziewczynę - wyszła i trzasnęła za sobą drzwiami.