Veronica Mars: The Thousand-Dollar Tan Line
/// polskie tłumaczenie ///


czwartek, 14 kwietnia 2016

Rozdział dziesiąty



             - Jego alibi się potwierdziło? – tym pytaniem skierowanym do Weroniki, Mac rozpoczęła środowy poranek.
            Weronika zdążyła wrócić do biura z Uniwersytetu. Teraz opierała się o xero, które co chwilę wypluwało zadrukowane kolorowe kartki. Mac dla odmiany opierała się o krawędź swojego biurka, kilka metrów dalej. Wyciągnęła przed siebie swoje długie nogi, krótkie włosy opadały jej na czoło. Piła kawę z kubka na którym nadrukowany był kod binarny. Weronika była więcej niż pewna, że w ludzkim języku, napisy z kubka dało się przetłumaczyć jako „Hakerzy są lepsi”.
            - Potwierdziło się co do sekundy. Według kamer ochrony, wyszedł z biblioteki dwadzieścia sześć minut po północy. Do tego profesor Hague potwierdził, że następnego dnia Chad pojawił się na jego zajęciach o jedenastej. Za żadne skarby świata nie przetransportowałby się ze Stanford do Neptun i z powrotem w ciągu dziesięciu godzin. Udało Ci się znaleźć cokolwiek innego? – Weronika westchnęła.
            - Tej nocy, ani nawet kolejnego dnia, nie użył żadnej ze swoich kart kredytowych. Nie leciał też nigdzie samolotem - Mac pokręciła przecząco głową.
            Weronika patrzyła ponad ramieniem Mac. Ceglana ściana magazynu pod wpływem słońca jarzyła się na czerwono. Prawda była taka, że Weronika chciała, żeby Chad okazał się mordercą. Zarówno to czego dowiedziała się od przyjaciółek Hayley i jej własny zmysł sprawiał, że po prostu pragnęła tego prostego rozwiązania. Poprzedni wieczór, będąc jeszcze w Stanford, spędziła rozmyślając jak Chad mógł przechytrzyć kamery ochrony lub profesora. Rozmawiała nawet z kilkorgiem z jego znajomych.
            - Chad nigdy nie powinien uwiązywać sobie Hayley do szyi. Cały czas martwił się o Hayley i rozmyślał co ona robiła w każdym momencie dnia. Mówiłem mu, że najważniejsze w posiadaniu dziewczyny studiującej kilka godzin drogi od Ciebie, jest to, że to ona nie wie co ty robisz. Po co on się tak spina? Dałby dziewczynie swobodę, przecież i tak najważniejsze jest to, żeby samemu być wolnym –  Weronika usłyszała te słowa poprzedniego dnia od kolegi z drużyny Chada.
            - To było oczywiste, że Chad jest po uszy zakochany w Hayley. Mówił tylko o niej, co tydzień wysyłał jej kwiaty. Kilka razy zabrał ją na zakupy, za które płacił. Chodzi mi o to, że nigdy nie widziałem, żeby dla kogoś tak stracił głowę – kolejny kolega z Chada tylko potwierdził wszystko co Weronika usłyszała wcześniej.
            Ah ta szczenięca miłość, czy ktokolwiek skończył dobrze mierząc ją wartością pieniędzy?
            Weronika wiedziała, że nie ma żadnych dowodów jednoznacznie wskazujących na Chada. Jego alibi się potwierdziło, wyciągi z kart kredytowych nie budziły żadnych wątpliwości. Wiedziała, że nie odpowiada jej wydźwięk ich związku, ale nie miało to większego znaczenia skoro nie przybliżało jej to w żaden sposób do rozwiązania sprawy.
            - Mam coś co może Cię zainteresować i faktycznie być przełomową informacją w śledztwie – Mac odezwała się zza swojego zabałaganionego biurka. Przez chwilę szukała żółtej koperty podpisanej „DEWALT”.
            - Przy pierwszym podstawowym szukaniu informacji nie pojawiło się nic ważnego ale… Powiedzmy, że podeszłam do sprawy bardziej kreatywnie – wręczyła Weronice kopertę.
            - Crane Dewalt jednak znalazł się w policyjnych spisach? – Weronika nie ukrywała zaskoczenia wyjmując teczkę z koperty.
            - Był wtedy nieletni, więc trudniej było się dostać do tych akt. W Monatnie akta stają się tajne w momencie w którym oskarżony staje się pełnoletni.  Nie wtajemniczając Cię w niepotrzebne szczegóły powiem tylko, że ich ochrona systemu w którym przechowują danej, jest co najmniej słaba – Mac zatrzepotała niewinnie rzęsami.
            - Kradzież i posiadanie narkotyków, złapali go jak był pod wpływem – Weronika czytała na głos.
            - Tu jest właściwie wszystko o czym tylko można pomyśleć – przerzuciła kartkę, wyprostowała się zszokowana.
            - Wow, tego się nie spodziewałam. Do wachlarza oskarżeń dołącza napaść. W wieku szesnastu lat, Crane Dewalt, zaatakował jakiegoś dzieciaka łańcuchem owiniętym wokół nadgarstka. Chłopak w wyniku napaści stracił dwa zęby i wzrok w lewym oku. Crane trafił do poprawczaka na dziewięć miesięcy – Weronika podniosła wzrok na Mac.
            - Od tamtej pory nie pojawiło się w jego aktach nic nowego, ale przejrzałam historię jego zatrudnienia. Zwolnili go z Kinko po tym jak wdał się w awanturę z klientem. Od ponad roku pracuje tylko dorywczo.
            - Interesujące – Weronika zamknęła teczkę – masz cokolwiek co mogłoby wskazywać na to, że był w okolicach Neptun gdy zaginęła Hayley? Wyciągi z kart kredytowych, bilingów, bilety lotnicze?
            - Crane ma sześć różnych kart kredytowych, żadna nie jest spłacona. Nie ma żadnych oszczędności. Całe dwanaście dolarów i sześćdziesiąt centów na koncie. Nie bardzo miałam co śledzić - Mac pokręciła przecząco głowa.
            - Jeśli pracuje na czarno, może mieć więcej pieniędzy niż nam się wydaje. Motywem, jak zwykle, mogłaby być zwykła zazdrość.
            - Motywem? – Mac wyprostowała się zaintrygowana – czyli chcesz powiedzieć, że on zabił Hayley?
            - Nie i właśnie w tym jest problem – zirytowanie Weroniki rosło – nawet nie wiem jakiej zbrodni dotyczy ta sprawa. I dowiem się dopiero, jak rozwiążę tę zagadkę – przewróciła oczami.
            - Masz jakieś dodatkowe informacje na temat tej imprezy w rezydencji? – zapytała Mac po chwili ciszy.
            - Nie za dużo. Dom jest wynajmowany. Właścicielem jest firma Sun and Surf. Cały czas próbuję znaleźć coś więcej na ten temat, ale wiem jedno. Ten konkretny dom nie został wynajęty nikomu tej nocy kiedy zaginęła Hayley. Zgodnie z dokumentami firmy, każda ich posiadłość jest wynajmowana przez cały marzec, oprócz tej konkretnej rezydencji. Jej nie wynajmują.
            Weronika nie odpowiedziała Mac, przerwały jej głośne odgłosy dochodzące z klatki schodowej. Obie spojrzały w stronę drzwi przez które właśnie wchodził Wallace Fennel ciągnąc za sobą dwójkę nastolatków. Żaden z nich nie wyglądał na zadowolonego.
            - To jest szantaż – wykrzykiwał jeden. Był wysoki, ciemnoskóry, na głowie miał krzywo założoną czapkę z logiem Lakersów. Drugi z chłopaków był niższy, rude włosy w kolorze marchewki sterczały mu na głowie, całą twarz porytą miał trądzikiem. Dla odmiany nie odzywał się słowem. Podejrzliwie przyglądał się całemu pomieszczeniu.
            - Nie możesz nam tego zrobić – pierwszy z chłopaków cały czas coś mówił.
            - Świetnie – wtrąciła się w końcu Weronika – moi asystenci przybyli.
            - Twoi co? - Mac spojrzała na Weronikę zaskoczona.
            - Ten tutaj próbował mi uciec, musisz na niego uważać – Wallace spojrzał na wyższego z chłopaków.
            - Cześć Mac – dodał po chwili, zauważając Mac siedzącą za biurkiem.
            - Cześć Wallace, dlaczego dostarczasz pod nasze drzwi rzezimieszków?
            - Bo jestem pomocnym przyjacielem. Weronika powiedziała, że potrzebuję dwóch takich, którzy znają teren. Oto i oni – Wallace uśmiechał się krzywo i nie bez cienia satysfakcji.
            - Trener Wallace zawsze pomocny. Spotkałem moich dwóch najlepszych graczy w pubie. Ich wymówki dlaczego mają podrobione dowody osobiste, były najgorszymi jakie w życiu słyszałem. W podziękowaniu za moją okazaną im łaskę, pomogą Ci dzisiaj po południu.
            Chłopak w czapce powoli odwrócił się w stronę Wallace i spojrzał na niego groźnie.
            - To niesprawiedliwe. Nie może nas Pan karać za coś co wydarzyło się podczas przerwy wiosennej. Nie byliśmy nawet na terenie szkoły, trenerze!
            Wallace uśmiechnął się do chłopaka pobłażliwie.
            - Masz rację T.J, nie mogę Cię zawiesić. Mogę za to zostawić Cię na ławce rezerwowych do końca sezonu. Po chwili zastanowienia, wiem co mogę jeszcze zrobić. Na przykład zadzwonić do Twojej mamy?
            Przerażenie na twarzy chłopaka było prawdziwe. Wallace sięgnął po komórkę udając, że wykonuje telefon.
            - Dzień Dobry Pani Wiggins, chciałem tylko się upewnić, że T.J. ma pozwolenie na picie piña colady. – Wallace opuścił rękę.
            - TJ chodzi o to, że wierzę w drugie szanse, więc zamiast Cię karać, chcę żebyś dał coś od siebie w zamian za ten głupi pomysł z fałszywkami. Zgadzasz się ze mną?
            Chłopak przytaknął bezdźwięcznie.
            - Jakie jest Twoje zdanie na ten temat Quinton? – Wallace odwrócił się do rudego chłopaka, który również przytaknął i zgodził się na postawione warunki. 
            Weronika ze stosu ulotek wyciągnęła jedną i podniosła ją do góry. Wzrok przykuwały dwa zdjęcia Hayley, oba zrobione w nocy podczas której zaginęła. Na jednym Hayley tańczyła na parkiecie, fotograf złapał ją w pół ruchu, jej włosy wirowały w powietrzu. Drugie zdjęcie przedstawiało dziewczynę siedzącą na kolanach przystojnego nieznajomego. Weronika zamiast podpisywać ulotkę zwykłym sloganem, dodała numer telefonu do ich Agencji Detektywistycznej.
            - Chłopaki, potrzebuję Waszej pomocy w tej sprawie. Musicie, dosłownie, zalać miasto tymi ulotkami. Oczywiście w odpowiednich miejscach, najlepiej tam gdzie kręci się największa liczba licealistów i studentów.
            Zarówno T.J. jak i Quinton wzięli ulotki od Weroniki, ich wzrok padał tylko na zdjęcia na nich zamieszczone. Wymienili się spojrzeniami, po chwili T.J. spojrzał na Weronikę z nadzieją w oczach
            - Chcesz żebyśmy też przesłuchiwali ludzi? Możemy popytać, może ktoś będzie chciał z nami porozmawiać. No wiesz, na plaży?
            Zanim Weronika mu odpowiedziała, patrzyła na chłopaka przez chwilę przenikliwym spojrzeniem.
            - Masz moje pozwolenie na rozmowę z kimkolwiek sobie tylko chcesz, nawet jeśli głównie będą to panienki w bikini, dopóki systematycznie będziecie rozprowadzać moje ulotki.
            - Albo tak długo jak będziecie zachowywać się jak prawdziwi gentelmani i nie sprawicie, że ktokolwiek pomyśli o Waszym trenerze lub drużynie źle – Wallace wtrącił szybko swoje zdanie.
            - Jeśli mnie zawiedziecie, Wasze kolejne przewinienie nie skończy się tak przyjemnie. Rozumiecie? – dodał po chwili.
            T.J. poczuł się chyba urażony.
            - Hej, nie potrzebuje wykładów na temat tego jak traktować kobiety. Szanuje je wszystkie. Te szczupłe, te przy kości…
            - Chłopaki – Weronika przerwała chłopakowi w pół słowa – skupcie się. Te ulotki muszą się pojawić na mieście jak najszybciej. Jako dodatkowy motywator obiecuję Wam, że jeśli znajdę Hayley, dostaniecie 100$.
            Obaj nastolatkowie zamarli.
            - Każdy z nas? – zapytał T.J.
            - Każdy – potwierdziła Weronika – więc lepiej upewnijcie się, że te ulotki znajdą się w jak największej liczbie miejsc. To zadziała tylko jeśli ludzie je zobaczą.
            T.J. i Quinton odwrócili się w swoją stronę i zaczęli dyskutować po cichu gdzie rozłożyć ulotki, nie mogli się zdecydować między miejscami w których było najwięcej osób a miejscami w których było najwięcej roznegliżowanych studentek. Jak można było podejrzewać to głównie T.J. zabierał głos, podczas gdy Quinton przytakiwał mu co jakiś czas. Weronika odwróciła się w stronę Wallace.
            - Dziękuję – uśmiechnęła się do niego podając mu kolejną porcję ulotek – ratujesz mi życie!
            - No nie powiem, żeby w moim dzisiejszym planie dnia od początku znajdowało się pilnowanie dwóch nastolatków. Wisisz mi przysługę Mars – dodał ciszej.
            - Po prostu dodaj to do listy – Weronika odpowiedziała mu równie cicho.
            - Więc jakie macie plany na dzisiejszy wieczór dziewczyny? – zapytał już normalnym głosem – może jakieś piwo wieczorem?
            - Kusisz – odpowiedziała Mac – ale wolę sobie wydłubać oczy łyżką.
            - No weź, nie jest aż tak źle. Na pewno jest dużo spokojniej niż rok temu – Wallace przeniósł wzrok na Weronikę – jeśli mam niańczyć tę dwójkę przez najbliższe godziny, potrzebuję jakiejś nagrody po tym ciężkim przeżyciu, rozumiesz?
            Nagle Weronika wpadła na genialny pomysł. Lekki, rozważny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wallace otworzył szeroko oczy i przechylił się do tyłu.
            - Przeraża mnie jak patrzysz na ludzi z takim wyrazem twarzy.
            - Przeraża Cię? No weź Wallace, nie ufasz mi?
            - Chcesz prawdy czy mam Cię uroczyć jakimś przychylnym kłamstewkiem? 
            - Okej, dobrze – Weronika podniosła ręce w obronnym geście – myślałam, że szukasz jakiejś nagrody, ale jeśli nie chcesz dostać zaproszenia na najlepszą imprezę sezonu, mogę iść na nią sama.
            - Impreza sezonu? - Wallace spojrzał na Weronikę z ostrożnym dystansem.
            - Impreza stulecia jeśli wierzyć historiom, które o niej krążą.
            - Tak, tak Weronika. Ty i podniecenie imprezą? Nikt nie kupuje tej ściemy. Więc gdzie jest haczyk?
            - Nie ma haczyka – Weronika splotła swoje ramiona z ramionami Wallace – ale jeśli nam się poszczęści, może uda nam się zdobyć trochę informacji na temat tego co stało się Hayley Dewalt.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Rozdział dziewiąty



            Weronika znalazła Chada gdy wychodził z sali po zajęciach ze stosunków międzynarodowych. Poznała go dzięki wcześniej wyszukanemu zdjęciu z facebooka. Wysoki, żylasty chłopak o jasnych włosach. Szerokie zmysłowe usta kontrastowały z ostrą szczęką. Szedł otoczony małą grupką szczebioczących studentek. Weronika stała za daleko, żeby usłyszeć o co mogło chodzić, jeszcze bardziej zwiększyła dystans by Chad nie zwrócił na nią uwagi. Cały czas miała go na oku.
            Odłączył się od grupy gdy minęli bibliotekę. Przeszedł przez dziedziniec na którym ogrodnicy zdmuchiwali liście z chodników. Skręcił w wąską ścieżkę między budynkami. Przed wejściem do ogrodu pełnego rzeźb zatrzymał się by porozmawiać ze smukłą dziewczyną w wełnianej czapce. Chwilę później ruszył w stronę swojego akademika i zniknął za drzwiami wejściowymi.
            Weronika usiadła na ławce w odpowiedniej odległości od budynku. Wyciągnęła komórkę i udawała, że coś na niej robi. Chciała dać mu kilka minut żeby mogła go zupełnie zaskoczyć pukając do drzwi jego pokoju. Cohan uwielbiał kontrolę. Jeśli uda jej się go odpowiednio zaskoczyć, jest szansa, że powie coś czego w normalnych warunkach nigdy by nie ujawnił.
            Po mniej więcej dziesięciu minutach Weronika wstała z ławki. Ruszyła w stronę drzwi za dwiema rozgadanymi dziewczynami. Jedna z nich wyciągnęła kartę i przytknęła do czytnika dzięki czemu drzwi się otworzyły. Przytrzymały je dla Weroniki, myśląc, że też jest studentką.
            - Dzięki – Weronika zaszczebiotała niczym one.
            Mac włamując się do bazy danych Uniwersytetu dowiedziała się w którym pokoju mieszka Chad. Pierwsze piętro, na końcu słabo oświetlonego korytarza. Weronika szła wolno w stronę pokoju chłopaka. Drzwi do niektórych pokoi były otwarte, zerkała do środka. Studenci w swoim naturalnym środowisku. Porozkładani na łóżkach w towarzystwie nienaturalnie dużej liczby książek, z komputerami i notatkami w pobliżu. Z każdego pokoju płynęła inna muzyka, Kanye West, Vampire Weekend, cała mieszanka Indie Rocka. Właściwie nikt nie zwracał uwagi na Weronikę, jeśli już ktoś na nią spojrzał, były to szybkie i nic nieznaczące spojrzenia.
            Drzwi do pokoju Chada udekorowane były w kolorach drużyny lacrosse. Ktoś przypiął kilka artykułów o ich zwycięstwie, na zdjęciach widać było Chada w biało-czerwonym stroju. Całą tablicę magnetyczną pokrywały pozytywne wpisy jego znajomych, podziękowania, życzenia i anegdotki.

Powodzenia, czad - Chad!
Rozgromisz ich <3
JUŻ W TEN WEEKEND ZIOMECZKU.
Gdzie jesteś? L

        
            Weronika wzięła głęboki oddech i zapukała delikatnie w drzwi. Kilka sekund później Chad Cohan stanął w wejściu. Spojrzał zaskoczony na Weronikę. Jego jasnoniebieskie oczy szybko przeskanowały twarz dziewczyny. Chłopak zmarszczył czoło.
            - Cześć Chad – uśmiechnęła się miło – przepraszam, że Ci przeszkadzam. Nazywam się Weronika Mars, jestem jedną z osób, które próbują odnaleźć Hayley Dewalt. Miałam nadzieję, że będziesz mógł odpowiedzieć na kilka pytań.
            Chad zamrugał kilka razy zaskoczony. Po chwili otrząsnął się ze zdziwienia i zaprosił Weronikę do środka.
            - Jasne – otworzył szerzej drzwi.
            Pokój okazał się pedantycznie czysty. Łóżko pościelone i przykryte narzutą bez żadnego zagięcia. Na półkach równo poukładane książki, żadnych niepotrzebnych durnostojek. Na jednej ze ścian, w równym rządku, wisiało kilka czarnobiałych grafik oprawionych w ramki.
            - Pani jest z policji? – Chad zadał pytanie odwracają się w stronę Weroniki – rozmawiałem już przez telefon z szeryfem. Powiedziałem mu wszystko co wiedziałam, nie jest tego niestety za wiele.
            - Nie. Jestem prywatnym detektyw. Zostałam zatrudniona jako pomoc przy śledztwie.
            Chad zamarł na kilka chwil. Wydawało się, że jest po prostu zaintrygowany, ale Weronika dostrzegła na jego twarzy cień sceptycyzmu.
            Nie doceniasz mnie, ale zupełnie mi to nie przeszkadza – pomyślała.
            - Ma Pani jakieś informacje dotyczące zniknięcia Hayley? Nadal nie mogę zrozumieć jak to się mogło stać – Chad mówił w stronę Weroniki zamykając za nią drzwi.
            - Jeszcze nie – Weronika powoli lustrowała pokój wzrokiem. Na biurku zauważyła kilka zdjęć na których widać było uśmiechniętego Chada. Siedział w gronie rodziny w drogiej restauracji, pozował na tle ruin miasta Majów, stał z przyjaciółmi przed Operą Paryską. Na jednym ze zdjęć widać było Hayley. Siedziała na brzegu morza, wiatr rozwiewał jej długie włosy. Weronika podniosła ramkę ze zdjęciem. Chad znowu zamarł prawie niezauważalnie, jakby fakt, że ktoś dotyka jego rzeczy, sprawiał mu fizyczny ból.
            - Ty zrobiłeś to zdjęcie? – Weronika odwróciła ramkę w jego stronę, próbują sprowokować go do rozmowy.
            - Sama trochę fotografuję i muszę Ci powiedzieć, że to jest bardzo dobre zdjęcie.
            - Ekchem, tak – Chad zbliżył się do Weroniki, delikatnie wyjął jej ramkę z rąk i odstawił na miejsce.
            - Hayley była niesamowitym obiektem do robienia zdjęć.
            - Jest ładną dziewczyną – Weronika uśmiechnęła się do siebie widząc jak Chad ponownie poprawia ramkę próbując umieścić ją w dokładnie takiej samej pozycji w jakiej stała wcześniej.
            Książkowy przykład ekstremalnej potrzeby kontroli i zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych.
            Usiadł na krawędzi swojego biurka. Jego długie, smukłe palce wystukiwały rytm na drewnianym blacie.
            - Naprawdę chcę pomóc odnaleźć Hayley, ale nie jestem pewien czy wiem coś co mogłoby Wam pomóc. Właściwie to zerwaliśmy ze sobą tuż przed jej wyjazdem do Neptun.
            Weronika uśmiechnęła się do niego zalotnie. Już wcześniej domyśliła się, że między uśmiechniętą buzią Chada, jego potrzebą kontroli i uwielbieniem ze strony płci przeciwnej – kryje się duże ego. Chłopak lubił być w centrum wydarzeń i potrzebował niewerbalnych zapewnień o swojej wspaniałości.
            - Słyszałam, że zerwaliście. Przykro mi z tego powodu. Nie przyjechałam tu rozdrapywać świeżych ran, chciałabym po prostu dowiedzieć się jak najwięcej o tym jaką Hayley była dziewczyną. Miałam nadzieję, że będziesz mógł mi w tym pomóc.  

            Chad zawahał się nieznacznie ale w końcu kiwnął głową potakująco.
            - Jasne, jeśli tylko ma to Wam pomóc ją odnaleźć. Powiem wszystko co wiem.
            - Dziękuję – Weronika przytrzymała jego spojrzenie przez chwilę, po czym sięgnęła po notatnik. Otworzyła go na czystej stronie.
            - Jak długo byliście razem? – zapytała.
            - Mniej więcej pięć miesięcy. Zrywaliśmy ze sobą i wracaliśmy do siebie kilka razy – spojrzał przelotnie na zdjęcie Hayley umieszczone na szafce, jak gdyby szukał jej potwierdzenia.
            - Poznaliśmy się na koncercie Hey Marseilles. Zobaczyłem ją w tłumie podczas Heart Beats i od razu wiedziałem, że muszę z nią być.
            Weronika zareagowała tak, jak Chad oczekiwał, uśmiechnęła się i wydała z siebie ciche „awwww” na potwierdzenie tego, jak słodkie było pierwsze wspomnienie chłopaka o Hayley. W notatniku zapisała „jak w komedii romantycznej”.
            - Jak często się spotykaliście? Berkeley jest oddalone o ponad godzinę, wyobrażam sobie, że takie jeżdżenie do siebie w trakcie roku akademickiego, nie było łatwe.
            - Hayley przyjeżdżała tutaj w weekendy. Czasami nawet w tygodniu, jeśli oboje nie byliśmy zbyt zajęci. Ale głównie rozmawialiśmy przez telefon.
            - Co robiliście gdy udało się Wam spotkać na żywo?
            Chad odchylił się lekko do tyłu. Kołnierzyk koszulki przesunął się na tyle, że Weronika po raz pierwszy zobaczyła długie zadrapanie na szyi chłopaka. Teraz blizna już się goiła ale wcześniej musiała być sporym nacięciem.
            Interesujące… może to kontuzja po meczu lacrosse. A może to coś innego? – pomyślała Weronika.
            - Chodziliśmy do kina, na imprezy. Kibicowała mi podczas meczów. Czasami razem się uczyliśmy. Próbowałem pomóc jej zadecydować jaką ma wybrać specjalizację. Ciągle wspominała o inżynierii produkcji i wartościach odżywczych w jedzeniu. Namawiałem ją, żeby próbowała swoich sił w czymś szerszym, w biologii albo chemii. Po co zamykać sobie drogę skupiając się na wąskiej dziedzinie, skoro dzięki szerszej nauce – mogłaby zostać lekarzem? Hayley miała tendencje do niedoceniania samej siebie.
            - Przyjaciółki Hayley powiedziały mi, że często się kłóciliście.
            - Przyjaciółki Hayley powinny zająć się swoimi własnymi sprawami a nie wściubiać nos w czyjeś życie – policzki Chada jeszcze bardziej się zaróżowiły, cały się spiął.
            – Musi Pani zrozumieć, że mieliśmy swoje wzloty i upadki. Jak każda para. Tylko, że to przyjaciółki Hayley próbowały cały czas ją przekonać, żeby mnie rzuciła. Bardzo dużo nieprzyjemnych sytuacji między nami, miało związek z jej koleżankami. Ciągle próbowały jej wmówić różne głupoty na mój temat. Ich zdaniem za bardzo kontrolowałem Hayley. Tak jakby one ciągle nią nie sterowały – przewrócił oczami.
            - Hayley często okazywała się bardzo naiwna. Za szybko zaczynała ufać nieznajomym. Martwiłem się o nią. Potrafiła do mnie zadzwonić idąc na imprezę czy do innego baru a ja spędzałem całą noc rozmyślając o tym, czy jest bezpieczna.
            - Dlatego zerwaliście?
            Chad nie spuścił wzroku z Weroniki. Zawahał się jakby próbował odczytać coś z jej wyrazu twarzy. Jednak po chwili przytaknął.
            - Poprosiłem ją, żeby nie jechała do Neptun. Próbowałem przekonać ją, że to nie jest bezpieczne, że przerwa wiosenna w Neptun wiąże się z jednym wielkim szaleństwem, ale ona nie chciała mnie słuchać.
            - Zakładam, że byłeś kiedyś w Netpun? – Weronika zapytała sucho.
            - Byłem - Chad wzruszył ramionami – niech mnie Pani źle nie zrozumie. Lubię imprezować jak każdy, ale Neptun momentami przytłaczało nawet mnie swoim szaleństwem. Nie mogłem sobie wyobrazić Hayley w epicentrum wydarzeń. Nie podoba mi się to co teraz powiem, ale miałem rację. Nie powinna była tam jechać.  
            Weronika nie pozwoliła sobie nawet na mrugnięcie okiem. Chad nie mógł odczytać z jej postawy, co o nim myśli. Ponownie spojrzała na swój notatnik, jak gdyby sprawdzała w nim listę wcześniej przygotowanych pytań.
            - Zgodnie z bilingami, byłeś ostatnią osobą, która rozmawiała z Hayley przez telefon w dniu jej zaginięcia. Dzwoniłeś do niej trzynaście minut po północy, pierwszy raz od pięciu dni. Wcześniej rozmawialiście ze sobą co najmniej dwa razy dziennie, przez kilka miesięcy. O czym rozmawialiście podczas tej ostatniej rozmowy?
            Chad otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, jednak jego głos pozostał spokojny i opanowany.
            - Chciałem, żeby wróciła. Kilka dni wcześniej, podczas naszej ostatniej kłótni, sprawy… wymknęły się spod kontroli. Powiedziałem do niej kilka rzeczy i nie jestem z tego dumny. Z resztą ona odwdzięczyła mi się podobnie. Nie mogłem myśleć o niczym innym przez kilka następnych dni. Byłem wściekły, zawstydzony i … po prostu wykończony całą sytuacją. Była kiedyś Pani w związku, który nigdy nie rokował dobrze, ale i tak nie mogła Pani zerwać tej relacji? Sposób w jaki oboje do siebie nie pasowaliśmy, był zniewalający. Taki właśnie był nasz związek. Tak zły, że aż dobry. Pełen pasji, wynikającej w sumie nie wiadomo z czego.
            Weronika spojrzała w dół na swój notatnik, żeby ukryć swój niepokój. Słowa Chada trafiły prosto w jej serce, wdzierały się nieprzyjemnie pod skórę. Tak, była w takim związku. Ciągle i na nowo. W przeszłości zrezygnowała z wielu rzeczy dla tego związku i teraz znowu robiła dokładnie to samo.
            Chad przez sekundę nic nie mówił, po czym znowu kontynuował.
            - Nieważne. Zakładam, że widziała Pani to co opublikowała na facebooku tamtej nocy? Spanikowałem gdy zobaczyłem zdjęcia z tym kolesiem. Zadzwoniłem do niej. Rozmawialiśmy przez kilka minut. Przepraszałem ją, obiecywałem, że będę bardziej się starał. Poprosiłem ją o kolejną szansę. Powiedziała mi, że nie jest zainteresowana – z frustracją przeczesał ręką włosy.
            - Nie powiedziała Ci nic o tym chłopaku?
            - Nie, raczej była zainteresowana opowiadaniem mi jak świetnie całuje – Chad patrzył nieprzytomnie w przestrzeń za ramieniem Weroniki.  
            Przez chwilę Weronika siedziała bez ruchu, próbując szybko przemyśleć wszystko co powiedział jej Chad. Analizowała w myślach wszystkie informacje. Chad pasował do profilu szalonego-zazdrosnego-ex-chłopaka. To co mówiły o nim przyjaciółki Hayley było prawdą, lubił kontrolować sytuację i Weronika widziała to bardzo wyraźnie. Nie oznaczało to jednak, że był zamieszany w cokolwiek co stało się z Hayley. Nie zmieniało to również faktu, że Chad miał w sobie coś przerażającego, coś co przyprawiało Weronikę o gęsią skórkę.
            - Gdzie byłeś w nocy gdy Hayley zniknęła? – Weronika zadała to pytanie naturalnym tonem, starają się schować swoje emocje.
            Chad od razu zareagował, podniósł na nią szybko wzrok. Weronika nie dała po sobie nic poznać.
            - Byłem w połowie sesji, więc siedziałem w bibliotece, uczyłem się i robiłem notatki. Mniej więcej w pół do pierwszej skończyłem i poszedłem do domu
            - Czy ktokolwiek widział Cię w bibliotece?
            Chad wykrzywił usta obdarzając Weronikę zimnym uśmiechem. Weronika od razu wyczuła zmianę w jego zachowaniu. Zniknął przestraszony Chad, powrócił pewny siebie student.
            - Żeby wejść lub wyjść z biblioteki po 22 trzeba użyć legitymacji studenckiej. Nie przypominam sobie, żebym spotkał kogokolwiek wracając do akademika, poszedłem prosto do łóżka. Ale następnego dnia byłem na zajęciach o 11 rano, wtedy widziało mnie mnóstwo osób. Więc o ile nie podejrzewa mnie Pani o umiejętność teleportacji, nie mogę być Pani podejrzanym. Przykro mi, tym razem oskarżonym nie będzie chłopak ofiary.
            - Chyba raczej były chłopak, prawda? – Weronika zapytała z nieukrywaną satysfakcją.
            Chad ani drgnął.
            - Jeśli byłbym na Pani miejscu, skupiłbym się na odszukaniu kolesia ze zdjęcia z imprezy. Mnóstwo ludzi widziało ich razem, cały Internet widział ich razem.
            - Musiało Cię to strasznie wkurzyć Chad – Weronika po raz ostatni spróbowała sprowokować chłopaka.
            Chad pochylił się w stronę Weroniki patrząc jej prosto w oczy.
            - Nie – powiedział spokojnie.
            - Złamała mi tym kurwa serce – dodał po chwili.